Menu

Wierszówka nieregularna

Wszystko, co muszę wyjąć z głowy i położyć obok

Młodzi się wściekli

wierszowka

Co do zasady, trudno mi opisać panujące w Polsce nastroje innymi słowami, niż wojna plemienna. To jasne, że mądrzejsze ode mnie głowy próbują stopniowo dojść do tego, jak to się stało, że rzuciliśmy przeciwko sobie tak olbrzymie pokłady złości, że nie potrafimy już rozmawiać.

Co więcej, naprawdę nie wiem, co musiałoby się stać, żebyśmy się pogodzili. Język już dawno przekroczył akceptowalne granice, a próba budowania jakichś nowych pojęć przypomina budowanie zamków ze śniegu w środku lata. Nie rozmawiamy ze sobą przyjaźnie, właściwie, momentami to nawet nie rozmawiamy. Jedna strona przekrzykuje drugą, krzycząc "EOT, EOT!". Każdy chce mieć ostatnie słowo.

667

Nie mnie oceniać, czy rządzą nami faszyści, a także, czy rządzili nami zdrajcy i złodzieje. Gdyby tak uwierzyć w każde ostrzejsze słowo, które pada w tej wrzaskliwej kłótni, doszlibyśmy do wniosków strasznych. Ale skończyli się nam już Hitlerzy i Stalini, a obelgi robią coraz mniejsze wrażenie. Nawet w miejscu, które wydawałoby się wolne od pewnego rodzaju retoryki, padają słowa za ostre. Jest źle. Mówimy już w dwóch językach i tworzy się kontinuum dialektalne, które za chwilę, za moment sprawi, że wczorajsi sąsiedzi przestaną się rozumieć. Kiedy ktoś mówi inaczej niż my i zachowuje się inaczej niż my, staje się wrogiem.

Zamknij się, smarkaczu!

Jest tym gorzej, że w tej atmosferze trudno wyrazić protest. Rząd mamy, jaki mamy. Jedni go kochają, inni nienawidzą, a jeszcze inni nie są pewni, dokąd dokładnie idziemy. Są ludzie, tacy jak ja, którzy uważają, że część wprowadzonych zmian jest dobra, a część nie jest taka zła. Jednocześnie, nie godzimy się na inne zmiany, co sprawia, że miota się nami z jednego obozu do drugiego. Osoba, która wypowie, choćby półgłosem, jakiś komplement pod adresem PiSu, jest sprowadzona do roli pachołka Kaczyńskiego. Osoba, która piśnie coś o tym, że ta zmiana z Sądami Najwyższymi jest może nie najszczęśliwsza, dołączy do obozu zdrady. Świat stał się binarny i nijak nie przechodzi beta testów.

maxresdefault

Na ulice wyszli młodzi. Młodzi inni, niż ci związani z KODem, w których ich reprezentacja była raczej nieszczególna. Młodzi niezwiązani z Platformą czy Nowoczesną, ba, mające te partie w głębokim poważaniu. Ponownie - albo nazywani są ogłupionymi, albo też za chwilę zawłaszcza się ich głos, żeby tylko posmyrać sobie słupek poparcia. Rzecz jasna, to spotyka się z poczuciem bycia zdradzonym, któremu entuzjaści rządów PiS tylko przytakują "widzicie, widzicie, wyszliście i znowu was wydymali". Jednocześnie, ci sami entuzjaści nie widzą, że ich głosem próbuje się przepchnąć wszystko, nawet najbardziej szkodliwą ustawę. To także młodzi, młodzi, którzy wściekli się trochę wcześniej.

Wierzą w PiS całym sercem, a jeśli spróbowaliby się zawahać... to dokąd mają wracać? Do Platformy? Do ludzi, którzy będą im potem wytykać średnio co pięć minut "głosowałeś na zamordystów, patrz, co narobiłeś, kajaj się!"? Bo zostać w "obozie" po głosie krytycznym niepodobna. Wiara w PiS jest tak silna, że krytyka jakichkolwiek poczynań oznacza absolutne skreślenie. Dlaczego się tak dzieje? Ponieważ wyborcy Prawa i Sprawiedliwości wierzą bardzo, bardzo silnie. Wierzą czasem wbrew własnemu rozsądkowi, ponieważ nie mają nic lepszego w odwodzie, ponieważ poprzedni liderzy ich zawodzili, ponieważ wiara wymaga poświęceń. 

Co gorsza, nie istnieje żadna nić porozumienia. Nikt nie podejdzie i nie powie: hej, spróbujmy porozmawiać, porozmawiajmy o tym, jakiej Polski chcemy. Po pierwsze, nie stanie się tak dlatego, że nikt nie lubi przerzucać się frazesami. Po drugie, obie strony skłócone są na tyle mocno, że owa dyskusja skończyłaby się tylko rękoczynami. Widać to także w Sejmie. PiS nie chce rozmawiać z opozycją, bo ma do niej (wcale nie taki niesłuszny) żal za ostatnie osiem lat. Opozycja nie chce rozmawiać z PiSem, chce go okładać po głowie i krzyczeć. Od czasu do czasu Kosiniak-Kamysz poprosi o to, żebyśmy jednak tę bańkę z kompotem otworzyli, a Kukiz spróbuje zabrać głos i oberwie mu się kolejno od pachołków Kaczyńskiego i kolaborantów z Obozu Zdrady. Nikt nie bierze ich na poważnie, bo nie biorą udziału w wielkiej wojnie. 

il_fullxfull.175565888

W tym wszystkim siedzą ci młodzi. Część za PO, część za PiSem, ale większość zmęczona tym, co się dzieje, przygląda się raczej biernie. To jasne, że jeśli coś ich zdenerwuje, to wreszcie wyjdą i pokrzyczą. Nie będą jednak krzyczeli o tym, że Kaczyński jest niski, bo to poniżej ich godności. Nie śmieszą ich żarty o kocie i karłach, bo większość z nich lubi i koty, i karłów, chociaż wątpię, by porównywali prezesa do Tyriona Lannistera. Sokzburaka obraża ich inteligencję. Wszelkie teksty o Kaczorze-dyktatorze sprawiają, że siedzą w domu. Uważają takie żarty za coś w rodzaju bon motu rzucanego przez wąsatego wujka na rodzinnej popijawie - niby wszyscy chichoczą, ale w środku coś w nich umiera. Nie zgadzają się jednak na wszechwładzę ministra Ziobry i nie chcą jej. To oni najgłośniej wołali do prezydenta, którego wybrali, bo nie oszukujmy się - młodzież stawiała na Dudę. Taka prawda.

Robią to jednak nie dlatego, że są trzecim pokoleniem UB, roszczeniowymi smarkaczami, ale dlatego, że nikt nie zagospodarował ich głosów. Kukizowi prawie się to udało, ale potem pozwolił ze swoich list startować Ruchowi Narodowemu, którym liberalnym demokratom i libertarianom, mówiąc delikatnie, raczej nie jest po drodze.

Co więcej, do młodych nijak nie dociera retoryka .Nowoczesnej. Wpadki pokroju "Sześciu Króli" raczej ich bawią, niż żenują, zwłaszcza, jeśli polityk umie to obrócić w żart i stworzyć z tego autoironiczny mem. Stylistyka infografik .N przypomina jednak czasy, kiedy spinacz w Wordzie informował nas o tym, że możemy skorzystać z podglądu wydruku przed użyciem drukarki. Z Platformą jest nawet gorzej - Grzegorz "Zniszczę cię" Schetyna sprawia, że młodzi uciekają przez okno z krzykiem szybciej, niż robił to Zbigniew Herbert na dźwięk hasła o socjalizmie z ludzką twarzą.

A skoro o socjalizmie mowa... Młodzi lubią i nie lubią partii Razem. Wielu z nich przyłącza się do jej szeregów, ale większość z nich to jednak niepoprawni optymiści, zdaniem których, kapitalizm potrafi więcej. W związku z tym nie godzą się na program gospodarczy Razem, nawet, jeśli strasznie podobało im się wyświetlanie wyroku na elewacji Kancelarii, czy granie w Star Wars RPG podczas protestu tamże. Są też całym sercem za proponowanym przez tę partię stonowaniu języka. Adrian Zandberg nie śmieje się z kota, PiSlamu ani sałatki posłanki Pawłowicz. Razem umie rozmawiać z młodymi, ale w kwestii gospodarczej nie będą oni nigdy ich wielkimi fanami. Młodzi (co jasne) lubią wolność, nie lubią zakazów, a Razem kojarzy im się głównie z zakazywaniem czegoś. Słusznie lub nie. 

Z młodzieżą jest też tak, że ona jeszcze umie ze sobą rozmawiać. Nawet, jeśli stoją po różnych stronach barykady światopoglądowej, trudno jeszcze zamknąć ich w konkretnej partii. Młodzi myślą ideami: dla jednych to "wolność", dla innych "równość", dla jeszcze innych "sprawiedliwość", "Ojczyzna", "Bóg". Z ideami trudno się dyskutuje, ale oni to potrafią, czasem nawet godzinami. Oczywiście, w skrajnych przypadkach i tak się pokłócą, ale są jeszcze na etapie, w którym potrafią się zjednoczyć - tak jak to się działo w ostatnich dniach. Młodzi socjaliści, kapitaliści, wierzący, ateiści, libertarianie i demokratyczni liberałowie poszli razem trochę się poprztykać z partią rządzącą. Oczywiście, z drugiej strony, niczym gaz pieprzowy, napłynęły słowa o spisku George'a Sorosa. I trochę młodzi na to dictum popłakali - ze śmiechu i ze smutku.

Sad-Najwyzszy-Palac-Prezydencki-Jurata-Kolejne-protesty-w-calej-Polsce_article

Ludzie tworzą do tego różne analogie - House of Cards, Gra o tron... ja natomiast widzę, jako żywo, Amerykańskich bogów. Ci, którzy tylko oglądali, proszę przewinąć do momentu, w którym znajduje się obrazek kotka. Owóż jak doskonale wiemy, podzielenie ludzi na dwa obozy sprawia, że zyskują tylko ci, którzy stoją na czele. Sprawia, że wygrywają oni wszystko, bowiem starzy i nowi bogowie tak są zajęci mordowaniem się między sobą, że nie widzą, że przegrali oni sami - jako jednostki. Tak też żywią się partie polityczne - im bardziej podkręci się temperaturę, tym większa szansa na umocnienie elektoratu. Jesteśmy wojskiem na usługach włodarzy, którzy owej władzy potrzebują - więc potrzebują też wojny. Świadomość tego pozwala nieco obiektywniej spojrzeć na całość tej sprawy. 

angry-kittens-4-591aef315d0d6__700

Dzieje się tak z jeszcze jednej przyczyny. Widzicie, ludzie chcą dobrze. Naprawdę. Ludzie chcą dobrze i właśnie dlatego robią rzeczy czasem wstrętne. Na tym opiera się w zasadzie i retoryka PO, i retoryka PiS. Jestem prawie pewna, że Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zależy na władzy absolutnej i wtrącaniu przeciwników politycznych do więzień. Jestem przekonana, że chce dobrze, lepszego kraju, że jego pomysły sprawią, że po miesiącach krzyków i protestów ludzie zdadzą sobie sprawę, że wyszło im to na dobre. Problem w tym, że nie jestem natomiast pewna, czy Jarosław Kaczyński i jego partia obiera właściwe ku temu metody. Właściwie, jestem zdania, że wybrali oni narzędzia fatalne, chcąc leczyć grypę chemioterapią.

Co więcej, nie uważam opozycji (tak zwanej "totalnej") za zdrajców i sprzedawczyków. Wydaje mi się, że do rządzenia zabrakło im minimum odwagi i szli zawsze po najmniejszej linii oporu, byle tylko... było dobrze. Zabrakło ich więc wtedy, kiedy byli potrzebni, zabrakło ich więc przy Polakach w chwilach, które były dla nich trudne. Łatwo więc pomyśleć, że zdradzili, bo skoro nie było ich z nami, to z kim byli? Może nie byli tchórzami, ale do najodważniejszych też nie należeli. Przez osiem (ostaaaaatniiich) lat utwierdzili się natomiast w przekonaniu, że są niezastąpieni w byciu nieobecnymi. Dodać do tego ośmiorniczki i kamieni kupę, kiedy to jeden raz powiedzieli, co im na żołądku leży i nagle ludzie wpadli w furię. Cóż, takie owoce zachowawczej polityki.

Myślę, że w podobny sposób patrzą też na to młodzi (z przechyłem w mniejszą lub większą niechęć do konkretnych partii). Ani im tu, ani tam. I nie chcą, by nazywano ich "rozkraczonymi", bo to nie jest Walka Światła i Ciemności, to nie jest ów quasi-apokaliptyczny spór, od którego zależą losy Polski. Pewnego dnia po PiSie nastanie ktoś inny, a potem jeszcze ktoś inny. Młodzi to wiedzą. Wiedzą też, że za parę lat być może trafią do któregoś z obozu i autentycznie ich skręca na tę myśl.

I to młodzi, moi kochani, mogą nas wszystkich pogodzić. Ponieważ jeszcze tylko oni nie przewrócili stołu obrad i próbują między sobą dyskutować. Tylko młodzi, z różnych opcji, także ci, którzy nie widzą celu w protestowaniu o SN, są w stanie się dogadać. Może pora wysłuchać tego, co mają do powiedzenia oni, a nie tuzy z samej góry?

Zobaczymy.

© Wierszówka nieregularna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci